Stąd

Autor: Michał Richter, Gatunek: Proza, Dodano: 18 listopada 2010, 19:24:39, Tagi:  proza poetycka

Dokąd miałeś mnie zabrać poetycki zeppelinie? Przeszliśmy razem przez krawędź i nic tu już nie ma ze mnie. Powietrze jest rozrzedzone, rękami poprawiam opaskę ze słów. Dławię się. Boję się własnych myśli, jakby mnie oślepiono, jakby mnie wyczerpano. We wnętrzu skóry z kredy leży larwa i czeka. I gdy na światłach próbuję powstrzymać jej głuchy poród, i gdy dławię się jej dojrzewaniem boję się, że ktoś zauważy, że moje ze mną zmagania zakończą się panszpitalem i panchorobą wrzasków.

 

Oddech trzyma się na żebrach, porusza kostnym pudełkiem, ciało wzięło na siebie ciężar życia, ciało, z którym współdzielę neurony. Rozjaśnia się sieć na splocie słonecznym, impulsy otaczają serce i zaciskają się na jego rytmie, i przyspieszają, i przyspieszają. I nastaje jesień.

 

I wciąż jest jesień. Kraina z tego co było i z tego, czego nie będzie woła mnie w snach obrazami, prosi o chwilę uwagi. Wynaturzają się bliskie mi twarze, przepoczwarzają się dobre domy. Rozgniewał się bożek snu własnym nieistnieniem. Tu zeppelinie nie mogę zostać, tu gładki humbugu nie da się mieszkać.

 

A później jest podróż po cudzych słowach, każde z nich płonie ogniem niewiary, ogniem kwileniem, ogniem nieogniem. I chce się zaczynać tam gdzie nie skończono, próbuje się dotknąć tam, gdzie glina zdania układa się miękko i wypełnia na chwilę rezonans słów.

 

Pojeździe koszmarku, pojeździe spróchniały, którego do życia powołały cienie, który się karmi cieniami żywicieli, który jak prorok każesz rzucać się w obce, w inne niedobre, w inne niemiłe, w inne pełne winy zwolnij przemianę. Pół twarzy jeszcze porusza się jak ludzka, pół twarzy zmartwiało w szyderczej minie. Nie chcę się śmiać, nie chcę zimnośmiechem ranić jak lodem.

 

Tu ludzie żyją, budzą się bez strachu, mają pożyczki i budują domy, tu trawa na wiosnę jest pysznie zielona. Tutaj, gdy ktoś próbuje ściąć drzewo przy bloku, stawia się krzyż i słabowiarą podpiera, co obce. Tu się pije do śmierci a zaczyna jak dziecko, tu się uzależnia od kogoś beznadziejnie, że aż aparatem ściąga się zdjęcia z poszewki bliskiego.

 

Tu się śmieją z poezji, tu się boją poezji, tu wiedzą, co nadwrażliwcy chcą w sobie zagłuszyć. Wiedzą, co nadwrażliwcy chcą w sobie naruszyć. Tu płynie masa czasu jednostajnie jak światło, tu się nic nie dzieje, a gdyby nawet się działo… tu po czasie znów nic się przecież nie stanie. Tutaj umieranie jest następstwem grzechu, tutaj zamieranie to skutek oddechu. Tu się dobrze sypia, tu się sypia gorzej, tu się czuje obcym, tu. Tu. Tutaj.

Komentarze (4)

  • niech Pan uwaza, aby ten zeppelin nie splonal za szybko ;)

  • Summa summarum proza poetycka, nawet ciekawie.

  • Ciekawe. Ale wyobrażasz sobie Jarku grubą książkę z tego rodzaju tekstami? Jedynie do poduszki.

  • Zgadzam się z przedmówczynią: ciekawe, ale ciut zbyt monotonne. Być może tekst lepiej prezentowałby się jako część większego zbioru, pośród opowiadań o bardziej "klasycznej" budowie, z wyraźnie zarysowaną fabułą. Taka "przerwa kawowa" dla zaczerpnięcia tchu.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się